Planując wakacje w Rumuni postanowiliśmy połączyć przyjemne z jeszcze przyjemniejszym i wziąć udział w transylwańskiej wystawie a nawet trzech
Sama Rumunia cudowna, ludzie sympatyczni, przyjaźni , kierowcy masakryczni ale o tym później

. wyjazd zaliczamy do bardzo udanych choć jeśli chodzi o organizacje wystaw to jest to bardzo przereklamowane.
na pierwszej wystawie mala misia od Janusza wzięła best baby i bis baby , Gabi nie spodobała sie sędziemu niestety. stwierdził ze głowa i profil jest zbyt męski
wylądowaliśmy na 3 lokacie.
na drugiej i trzeciej wystawie Gabi juz do przodu cac i res cacib .
ogólnie nie jestem zadowolona z organizacji. najpierw musieliśmy sie wykłócać o opłaty bo chyba sekretariat stwierdził ze Polacy mogą płacić dwa razy
ale Polak potrafi sie wykłócić nawet nie znając rumuńskiego
nie było opisow, nie bylo zadnych medali, ogolnie stwierdzam ze organizacja Polskich wystaw nawet taka jaka jest i tak jest lepsza . plusem byla szybka ocena na ringach,
Jeśli chodzi o psy to na każdej z wystaw było około 20 sztuk. Jednak bylam zalamana kwestia wystawiania i wygladu psow, dwa psy były brudne jakby ledwo z kojca wyszly. 1 samiec wystawiany miał okropne blizny na pysku i chyba chorobe skory. Bob wziela bardzo ladna biała suczka. nie mam katalogu bo nam nie dali wiec niestety nie powiem nazwy. Ale ogolnie nie ukrywając najlepiej prezentowały się psy z polskimi korzeniami a było ich sporo. Po lordzie, Leonie. I innych polskich psach/.
chyba tyle jeśli chodzi o wystawy choć może Janusz jeszcze cos dorzuci od siebie
co do samej Rumuni. strasznie daleko. Marek - człowiek Tytan bronił kierownicy wioząc nas non stop ( z jedna zmiana na 400km) cala dobę. jechaliśmy nocą przez serpentyny wawozem który nas przerażał a jednocześnie powodował zachwyt. o 2 zajechaliśmy do ślicznego pensjonatu pod miastem targu mures, pokoje z łazienkami, rumuńska tv, bardzo przyjemne . odpadliśmy jak kawki , psy padły również od razu.
następnego dnia był dzien. zwiedzania , i nie żałowałam ze wybraliśmy taki urlop.
jedno co jest koszmarne to kierowcy. standardem było zatrzymanie sie na środku ulicy , włączenie świateł awaryjnych i pójście na zakupy. parkowanie wszędzie gdzie sie dało- na skrzyżowaniach. rondach,
przy wyprzedzaniu trąbili, włączali długie światła, jeździli bez kierunkowskazów, ogólnie na drodze wolna amerykanka

szokiem dla mnie było prowadzenie konia na smyczy po chodniku w środku wielkiego miasta, wożenie koni na pace daci pikap, ach ta Rumunia.
Piwko dobre,. ceny przystępne, w markecie natknęliśmy sie na Polskie produkty- serek kanapkowy, papier śniadaniowy made in Poland
Tutaj chciałam podziękować Januszowi i Jackowi za dotrzymanie towarzystwa, mega wypasione imprezki i za bol brzucha od śmiechu
FOTORELACJE uzupełni Janusz bo coś nie moge zdjęć wstawić. Komputer miał urlop i chyba na tym urlopie pozostaje do dziś
dalam rade wstawic jedynie dwie fotki
jedziemy
juz w Targu Mures
reszta zdjec potem